
Sezon teatralny 2024/2025 – czyli kolejny rok na widowni
- 07.08.2025
- CZAS CZYTANIA: 39 min

Czy to był spokojny sezon? Absolutnie nie. Czy byłam w teatrze za często? Pewnie tak.
Ale wiesz co? Gdy emocje trzeba jakoś poukładać, a świat (ten na scenie i ten poza nią) wciąż zaskakuje – teatr staje się czymś więcej niż rozrywką. Dla mnie był i drogowskazem, i schronieniem. A czasem po prostu świetnym miejscem, żeby na chwilę uciec przed rzeczywistością, która akurat... trochę przesadziła.
Od początku września 2024 do końca czerwca 2025 (z małym bonusem lipcowym) zebrało się tego sporo – zarówno spektakli dramatycznych, jak i muzycznych. Jak być może wiesz, nie trzymam się jednego gatunku. Śpiewające emocje potrafią być tak samo przenikliwe, jak cisza po dobrze wypowiedzianej kwestii. I odwrotnie. A teatr jest piękny w każdej swojej formie
Ale zanim pomyślisz, że to tekst w stylu: „Patrzcie, ile spektakli widziałam!” – uspokajam. To nie o to chodzi. Znam ludzi, którzy oglądają więcej, szybciej, częściej, dalej. Ja po prostu lubię liczby.
Lubię tabelki, zestawienia, wykresiki (choć w tym poście ich nie będzie – obiecuję. Morfina, wybacz!). Lubię porządkować ten świat, choćby chwilowo, w chaosie premier, afiszów i emocji.
I dlatego właśnie ten tekst powstaje:
- żeby zebrać wszystko obejrzane przeze mnie spektakle w jednym miejscu,
- żeby każdy, kto będzie chciał, mógł tu wracać (żeby na przykład coś sobie odhaczyć),
- i żeby nie zgubił się ani jeden spektakl, który sprawił, że coś poczułam (albo nie).
Zgodnie z głosami w ankiecie na moim Instagramie nie ograniczam się jedynie do premier. Lecimy ze wszystkimi tytułami, które widziałam. Ale, jeśli starczy mi sił, oznaczę te tytuły, które w sezonie 2024/2025 zostały zagrane po raz pierwszy.
To co, jest gotowość w narodzie? Zaczynamy teatralny przegląd sezonu 2024/2025! Kolejność przypadkowa.

Teatralny sezon 2024/2025 w liczbach
Skoro już przyznałam się do sympatyzowania z liczbami, to od tego zacznę. Od września 2024 do czerwca 2025:
- byłam w teatrze (prawdopodobnie) 84 razy,
- obejrzałam 37 spektakli muzycznych i 26 dramatycznych,
- odwiedziłam 20 różnych teatrów,
- odbyłam 7 podróży teatralnych do Gdyni, Poznania (trzykrotnie), Wrocławia (dwukrotnie!) i raz do Torunia (choć nie na spektakl, a na Teatralne Forum Komunikacji i Promocji, to i tak sobie zaliczam!),
- obejrzałam 49 zupełnie dla mnie nowych tytułów, w tym jeden po niemiecku (sic!),
- wróciłam na 22 spektakle, które kocham lub na których chciałam zobaczyć inną obsadę.
Nie będę liczyć, ile pieniędzy na to wydałam, bo przecież… wspomnienia są bezcenne! Od razu powiem też, że rachunki mogą się nieco wahać, bo jednak liczę to na piechotę. A dla tych, którzy się zastanawiają, skąd ja to wszystko wiem, to informuję – mój kalendarz do skarbnica wiedzy. Na szczęście być może dzięki uprzejmości Morfiny będę miała do tego świetnie działającą tabelkę i wtedy nie będzie mowy o błędach w rachunkach!
Teatralni ulubieńcy sezonu 2024/2025
Nie bardzo jestem fanką rankingów „od najlepszych do najgorszych” – teatr to nie konkurs na najlepsze ciasto na festynie. Ale są takie momenty, role i tytuły, które zostają z człowiekiem na dłużej. Czasem zachwycają do trzewi, czasem zaskakują cichym szeptem, a czasem po prostu – zostawiają obraz, który nie chce się wymazać.
Dlatego pozwalam sobie na subiektywną selekcję. Nie chodzi o obiektywizm (choć trochę się staram), tylko o serce, oko i pamięć. O te spektakle, które wracały do mnie w głowie – na przystanku, pod prysznicem i w rozmowach z ludźmi, którzy też „to” czuli.
Ach, i klasycznie przy takich rankingach, gdy je robię, stosuję prostą zasadę: w zabawie biorą udział tylko spektakle widziane po raz pierwszy. No bo wiadomo, że gdyby nie to ograniczenie, to zawsze i wszędzie wygrałoby u mnie Next to Normal czy Thrill me. Dajmy szansę innym.
Lećmy zatem z tymi ulubieńcami sezonu teatralnego 2024/2025.
Top premiera sezonu (teatr muzyczny): nie mam (niestety, nic nie spełniło wymagań)
Top premiera sezonu (teatr dramatyczny): Historia Miłosna | Teatr Współczesny w Warszawie
Top spektakl muzyczny sezonu: Mistrz i Małgorzata | Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu oraz zielony spektakl Rodziny Addamsów | Teatr Syrena
Top spektakl dramatyczny sezonu: Ojciec | spektakl dyplomowy Akademii Teatralnej w Warszawie
Największe zaskoczenie sezonu: Operette für zwei schwule Tenöre | BKA Theater
Największe rozczarowanie: Wicked | Teatr Muzyczny Roma
Najlepsza rola kobieca: Ewelina Adamska-Porczyk jako Królowa Opioidów (Na Prochach | Teatr Syrena) i Agnieszka Rajda jako Matka (Ojciec) | spektakl dyplomowy Akademii Teatralnej w Warszawie
Najlepsza rola męska: Maciej Stuhr jako Papkin (Zemsta | Teatr Komedia) oraz Marcin Franc jako Evan Hansen (Drogi Evanie Hansenie | Teatr Muzyczny w Poznaniu)
Najlepsza scenografia: Wojciech Stefaniak | Historia Miłosna | Teatr Współczesny w Warszawie
Najlepsza reżyseria światła: Cezi Studniak | Witkacja. Wodewil na krawędzi | Teatr Rampa na Targówku
Jakby ktoś chciał więcej kategorii, to proszę dawać znać! Z chęcią powiększę tę listę. O ile będę umiała wybrać…

Podsumowanie sezonu 2024/2025 – ogólne przemyślenia
Zebrane liczby, porządne zestawienia, parę zachwytów i trochę kręcenia nosem – wszystko jak w teatrze. Ale zanim przejdziemy dalej, to kilka luźnych, choć nie całkiem przypadkowych, myśli na koniec tego sezonu.
Po pierwsze: świat teatru jest niesamowicie różnorodny. Naprawdę. Od kameralnych dramatów po muzyczne petardy z wielką orkiestrą i ledowymi neonami w tle. Ale przy całej tej różnorodności… czasem czuję się jakbym już to wszystko trochę znała. Te same nazwiska, znajome tematy, pewien schemat emocjonalnego uderzenia. To nie zarzut – tylko obserwacja. Może tak po prostu wygląda teatr, gdy oglądasz go regularnie?
Po drugie: dużo w tym sezonie było pożegnań. Szczególnie w teatrach muzycznych. Tytuły schodzą z afisza, niektóre historie mają swój ostatni raz. I choć wiem, że tak to działa – to trochę ściska. Zwłaszcza, gdy znika coś, do czego miało się sentyment albo co poruszało bardziej, niż wypadało przyznać.
Po trzecie: coraz trudniej mi się zachwycać. Ale tak naprawdę, na serio, prosto z trzewi. Nie chodzi o to, że nic mi się nie podoba – przeciwnie, jestem pełna uznania dla rzemiosła, pracy, konceptów. Ale brakuje mi tego momentu, kiedy siedzę i czuję, że coś naprawdę solidnie trzepnęło emocjonalnie między oczy. W tym sezonie (poza pewniakami) tylko raz…Może stawiam poprzeczkę zbyt wysoko? Może za dużo widziałam? A może po prostu... jestem już inną widzką. Sama nie wiem. Jakieś pomysły?!
I po czwarte – premiery. No właśnie, te premiery. Z jednej strony: nie mam siły, nie mam czasu, nie mam siły jeszcze raz (to się liczy podwójnie). Z drugiej: siedzi we mnie ta natrętna myśl, że powinnam. Bo to ważne, bo na czasie, bo przecież jesteś „teatralna”. I tu toczę wewnętrzny spór. Jedna część mnie mówi: halo, żyj swoim rytmem. A druga: ej, jak chcesz wiedzieć, co się dzieje w teatrze, to się w nim pojawiaj. Kto wygrywa? Różnie bywa. Ale uczę się coraz częściej, że nie muszę być wszędzie, żeby być „w temacie”.
Podsumowując: To był dobry sezon. Intensywny, bogaty, czasem zaskakujący, czasem zgrzytający. Ale właśnie taki jest teatr. Nie do końca przewidywalny. I za to – mimo wszystko – go kocham.

Spektakle muzyczne, które obejrzałam w sezonie 2024/2025
Niektórzy wciąż myślą, że musical to tylko lekka rozrywka z tańcem w piórach i piosenką o miłości. I jasne – bywa i tak. Ale ten sezon po raz kolejny przypomniał mi, jak niesamowicie różnorodny potrafi być teatr muzyczny. Od historii, które miażdżą emocjonalnie, przez polityczne manifesty w rytmie rocka, po zaskakujące formy łączące intymność koncertu z mocą chóralnego brzmienia.
Czasem płakałam. Czasem podrygiwałam w fotelu. A czasem siedziałam w totalnym zaskoczeniu, że można tak mówić o świecie – przez muzykę, przez rytm, przez śpiew, który mówi więcej niż niejeden monolog.
Ten fragment tekstu to nie tylko lista tytułów. To ukłon w stronę twórców, którzy udowadniają, że muzyczny nie znaczy banalny. I zachęta dla tych, którzy myślą, że „to nie dla mnie”. Może właśnie jest?
Heathers | Teatr Syrena | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Zacznę od tego, czego jestem absolutnie pewna w temacie tego spektaklu: Gosia Majerska jako Veronica jest ŚWIETNA. To, jak ona prowadzi postać i – oczywiście – jak śpiewa! Widziałam obie odtwórczynie tej roli. Każda z nich jest inna, każda jest dobra. Dla mnie jednak Majerska wyciągnęła ze swojej bohaterki więcej. A może nie więcej, tylko (dla mnie) bardziej przekonująco?
Na uwagę zasługuje także Aleksandra Gotowicka jako Heather Chandler (za drugim razem grająca w ciąży, za co totalnie czapki z głów).
W syreniej realizacji Heathers najważniejsze jest chyba dla mnie to, że pojawiło się na scenie tak dużo świeżej krwi (co w kontekście tego tytułu brzmi... co najmniej dwuznacznie). Z łatwością nie lubi się jej od pierwszej do ostatniej minuty.
Przyznam jednak, że dalej nie do końca rozumiem fenomen tego tytułu. Tak, jest w nim poruszonych wiele ważnych tematów, ale większość – według mnie – zaledwie liźnięto, pokazano zbyt powierzchownie. Dla mnie rozczarowujące. Zwłaszcza że tak wiele osób zalicza Heathers do tej samej kategorii co Next to Normal.
Baja Bongo. Historia Nataszy Zylskiej | Teatr Muzyczny ROMA | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Przyjemność. To było pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy po obejrzeniu spektaklu. Bo przyjemnie jest i to pod wieloma względami. Wokalnie Anna Sroka-Hryń trzyma poziom, co prawdopodobnie nikogo nie zdziwi. Do tego czuć, że naprawdę dobrze czuje się w repertuarze Zylskiej. Także Michał Juraszek i Marek Zawadzki robią świetną robotę – mają swoje momenty, ale przede wszystkim pozwalają błyszczeć głównej postaci tego tytułu. Doceniam bardzo dużą uważność artystów na siebie, co przy tak zaplanowanych przebiórkach i zmianach jest niemal koniecznością. Wizualnie jest jednocześnie uniwersalnie, jak i kolorowo. Scenograficznie zakochałam się w szafie kojarzącej mi się z drzwiami do Narni. Jak się człowiek oderwał na chwilę od postaci na scenie i zajrzał do środka, to dostrzegł stroje z innych spektakli ROMY. Taki smaczek! Drobne, ale cieszy. Dobrze było posłuchać tych utworów zebranych w całość. I przyjrzeć się historii Zylskiej z różnych perspektyw. Zamysł o tyle ciekawy, co karkołomny, ponieważ lekkie utwory mocno kontrastują z tamtymi czasami. I to, na szczęście, też wybrzmiewa ze sceny.
Pokolenie Y. Marcin Januszkiewicz w piosenkach Jacka Cygana | PiART Studio | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Niby nie jest to typowy spektakl. Nie jest to też typowy koncert. Właśnie dlatego – mimo wszystko – wrzucam „Pokolenie Y ” do kategorii teatralnej. Jest to bowiem przemyślane widowisko muzyczno-multimedialne. A ten multimedialny aspekt robi fenomenalną robotę. Utwory Jacka Cygana towarzyszą nam bardzo często, czasem nawet o tym nie wiemy. Ten projekt wyciąga je ponownie na światło dziennie. Januszkiewicz, z właściwą sobą gracją, dodaje im także nowych znaczeń. I to takich, których można się nie spodziewać.
Z przyjemnością wracam na widownię, ponieważ za każdym razem coś innego zwraca tam moją uwagę. Niezmiennie jednak zachwyca mnie utwór „Belle”.
Na uwagę zasługują bardzo dobre wizualizacje autorstwa Oli Kneadler. Nie tylko ilustrują one wykonywany w danej chwili utwór, lecz także rozszerzają go o dodatkowe możliwości interpretacji. Dodają też całości wizualnej głębi.

Rasputin | Teatr Rampa na Targówku | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Coś dla tych, którzy są na bieżąco z wydarzeniami ze sceny społeczno-politycznej. „Pożar w burdelu” wraca na scenę i zaprasza do nowej, bardziej inkluzywnej, ale wciąż nieprzewidywalnej, rzeczywistości. Jest muzycznie, jest zabawnie. Jest też mocno chaotycznie, ale wciąż na czasie! W końcu otwarcie MSN-u czy Donald Trump to wydarzenia z tu i teraz.
Next to Normal | Teatr Syrena
Już chyba wszyscy wiedzą, co myślę o tym spektaklu. Dlatego nie będę się powtarzać. Może po prostu odeślę Was do tekstu, który dzięki uprzejmości części twórców mogłam napisać i opublikować. Polecam tę lekturę, bo nieskromnie napiszę – warto.
Przeczytaj także: Tak blisko normalności. Polskie Next to Normal od castingów do ponad 5 lat grania

Drogi Evanie Hansenie | Teatr Muzyczny w Poznaniu | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Z jednej strony rozumiem, dlaczego ten spektakl się podoba. Z drugiej – nie jest to mój ulubieniec. Mogę jednak powiedzieć, że musical w wersji teatralnej zrobił na mnie większe wrażenie niż jego filmowy odpowiednik. Muzycznie jest to naprawdę dobrze rozpisany spektakl, prowadzący widza przez różne stany i emocje. Na uwagę zasługuje też tłumaczenie, bo polska język trudna język, a brzmi to wszystko całkiem składnie.
Moją uwagę zwróciły też dwie osoby:
- Marcin Franc jako Evan Hansen. Zdecydowanie rozpisał sobie tę postać w najmniejszych szczegółach, dzięki czemu od samego początku wciąga widza w jego stany emocjonalne,
- Maciej Zaruski jako Jared. Ta postać scenariuszowo jest dość kiepska, reżysersko też nie do końca był na nią pomysł (obserwacja po zobaczeniu dwóch różnych Jaredów), ale Jared w wykonaniu Maćka wywoływał uśmiech na twarzy, trochę wkurza, ale finalnie – pokazuje kolejne oblicze człowieczeństwa.
I ponieważ widziałam spektakl w odstępie kilku dni w dość różnych obsadach, to… obsada ma znaczenie. Wpływa to na odbiór pewnych niuansów. Za drugim razem sporo małych rzeczy po prostu nie wybrzmiało. A szkoda.
Muszę też powiedzieć, że dla mnie – wbrew temu, jak reklamowano DEH w Poznaniu - nie jest to spektakl o tym, że nie jesteś sam. I jako taki budzi we mnie sporo wątpliwości oraz oporu.
Pozostaje jeszcze temat choreografii... W oryginale podobno jej nie ma i moje pytanie brzmi: czy jednak nie powinno było tak pozostać?
Depesze | Teatr Rampa na Targówku
To jest muzyka, która niesie, porywa i zachwyca nawet wtedy, gdy ominęło się szał ciał na twórczość zespołu Depeche Mode. Duet Zalewska–Januszkiewicz niezmiennie króluje. Pozostała część zespołu też kusi.
Apetyt na czereśnie | Teatr Muzyczny w Poznaniu
Agnieszka Osiecka ma szczególne miejsce w mojej duszy, więc bardzo czekałam na ten spektakl. Poznańska wersja na poziomie treści na pewno jest nieco unowocześniona i nieco skrócona. To co najważniejsze jednak zostało. „Apetyt na czereśnie” jest pełnym uroku studium rozpadu relacji damsko-męskiej.
Jest kameralnie, refleksyjnie, zabawnie, ludzko i prawdziwie. Warto też pamiętać, że Osiecka jest mocno osadzona w kategorii piosenki aktorskiej i wiele jej utworów, nazwijmy je dramatycznych, do tych korzeni sięga.
To ważny element w odbiorze całości.
Cafe Luna
Widziałam ten spektakl już wcześniej, chwilę przed jego zejściem z afisza w Teatrze Polonia. Ale dopiero teraz, po obejrzeniu go ponownie, zdałam sobie sprawę, jak bardzo tęskniłam. Nie jest to spektakl łatwy, ma spory ładunek emocjonalny ukryty pod cekinami. Ale właśnie to w nim lubię. To oraz jego uniwersalność, choć na pierwszy rzut oka niewiele na to wskazuje. Anna Sroka-Hryń jest w tej roli fantastyczna. Bawi, wzrusza, dotyka i przekonuje do siebie tych, którzy w pierwszym odruchu zupełnie nie pasują do tego obrazka.
A na Spotify można posłuchać piosenek ze spektaklu! Do czego zachęcam, bo warto.
Boginie | spektakl dyplomowy Akademii Muzycznej im. Jana Ignacego Paderweskiego w Poznaniu
Trudno mi się pisze o tym spektaklu. To dyplom, a one rządzą się swoimi prawami. Byłam jednak całością rozczarowana. W teatrze muzycznym szukam nie tylko dobrze wyśpiewanych dźwięków, ale przede wszystkim emocji, prowadzenia postaci, aktorstwa. Tu tego drugiego zabrakło. Niemniej dwie postaci, dwie boginie, przypadły mi do gustu. Dziewczyny grające Afrodytę oraz Atenę dały radę i wokalnie, i charyzmatycznie. Najprzyjemniejsza była tu jednak chyba sama muzyka.
Operette für zwei schwule Tenöre | BKA Theater
Jest to prosty spektakl. Widać, że przygotowany pod kątem ewentualnych wyjazdów, bo scenografia jest bardzo kompaktowa (a jednocześnie daje dużo kreatywnych sposobów wykorzystania!). Było zabawnie, było refleksyjnie i wzruszająco. A do tego bardzo współcześnie – zarówno w temacie, jak i tekstach piosenek. Urzekła mnie też energia występujących na scenie osób, ponieważ od początku było widać, że chcą na tej scenie być i potrzebują wręcz podzielić się tą historią. Nawet jeśli robią to w obcym języku!
Tik, tik… Bum! | Teatr Muzyczny ROMA
Jest w tym spektaklu magia, która mówi, że trzeba na niego wracać. I – ku zaskoczeniu samej siebie – napiszę, że niezależnie od tego, na którą obsadę się trafi, nie utopi się wydanych pieniędzy. Cała szóstka naprawdę daje radę.
Czy mam swoje ulubione trio poruszające najczulsze struny mojej niewzruszalnej duszy? Owszem. Zapraszam do zgadywania! Ale serio – można iść w ciemno! Co przy tej skali wyprzedawalności biletów ma spore znaczenie.
TTB bawi (do łez), wzrusza (też do łez). To takie słodko-gorzko podane życie. Niby każdy z nas przeżywa je po swojemu, ale zawsze można w nim odkryć coś nowego. Muzyka i wokale się niosą, obsada fantastycznie prowadzi widzów przez całą historię. I co ważne – skutecznie bawią oraz wzruszają w odpowiednich momentach.
Pamiętam, że po wyjściu z teatru pomyślałam, że jednak w małych obsadach i dobrych tematach jest czasem większa moc niż w wielkich produkcjach. Choć wiadomo – jedno i drugie jest potrzebne.
PS Mogłabym mieć taką tapetę na jakiejś ścianie w domu. I może… może to jest jakiś pomysł?!

Matylda | Teatr Syrena
Kolejna wizyta na tym tytule, za to pierwsza – w godzinach porannych i z gromadą dzieci. Dzięki temu mogłam poobserwować ich reakcje. Utwierdziło mnie to jedynie w przekonaniu, że forma musicalu może być jednak dla nich dość trudna i niezrozumiała. Mnie to dziwi, ale – stety niestety – patrzę na to oczami dorosłej osoby. Dla mnie to świetny sposób na spędzenie wieczoru (czy też dnia), widzę w tym wiele ciekawych niuansów, a Przemek Glapiński jako Panna Łomot niezmiennie przyprawia mnie o ciarki!
Bardzo podoba mi się także Karolina Gwódź jako Panna Miodek, jest uroczo neurotyczna, ale też pięknie walczy o siebie i te dzieciaki.
Thrill me. Historia Leopolda i Loeba | Mazowiecki Teatr Muzyczny
Nie wiem, który to już raz wylądowałam na tym tytule, ale NICZEGO NIE ŻAŁUJĘ. Ten materiał, ale przede wszystkim jego kameralność daje aktorom ogromne pole do improwizacji. Od czasów premiery nie widziałam, żeby Pawlak z Januszkiewiczem zagrali ten tytuł dokładnie tak samo. Zawsze coś się zmieni i to jest absolutnie genialne. Bo to nie tak, że oni to wspólnie planują (chyba). Oni po prostu czujnie reagują na siebie wzajemnie, nie grają na pamięć i – co ważne – dobrze im to wychodzi.
Przeczytaj także: Morderca też (nad)człowiek. Recenzja spektaklu Thrill me. Historia Leopolda i Loeba
Wirujący seks. Polskie love story | Teatr Rampa na Targówku
Pełen energii tytuł, który dostarcza przyjemnej rozrywki i pozwala oderwać się od wyzwań dnia codziennego. Wciąż jestem w szoku, że tak dobrze ogląda się to mimo braku sympatii do filmu „Dirty Dancing”. Muzycznie jest ciekawie, nóżka pod siedzeniem chodzi. Widownia daje się oczarować i reaguje bardzo żywo.
Piękna i Bestia | Teatr Muzyczny w Poznaniu
Jak dobrze, że nikt nie zepsuł mi ukochanej bajki. Czy to jest porywający musical? Nie sądzę. Jednak scenografia na tej trudnej scenie świetnie stwarza wiele planów, poziomów i możliwości. A napisy na scenie to jednej z moich ulubionych elementów. Poza biblioteką.
W całej realizacji urzeka brak nadmiaru siłowych udziwnień i łopatologii. Jest piękna historia opowiedziana na nowo. Zanim przejdę do kreacji aktorskich muszę napisać, że:
- scenografia Anny Chadaj to cudo. Papierowa, warstwowa, trochę jak teatrzyk z dzieciństwa, ale podany z rozmachem. Świetnie wykorzystana dość trudna scena poznańskiego teatru,
- światło Katarzyny Łuszczyk i projekcje Karoliny Jacewicz są kawałkiem solidnej roboty. Raz bajka, raz groza, zawsze magia.
Aktorsko jest poprawnie. Naprawdę do niewielu rzeczy można się przyczepić. Zespół teatru jest dokładnie tym – zgranym na scenie kolektywem, który pozwala błyszczeć głównym bohaterom. Dla mnie na największą uwagę zasługują dwie osoby:
- Patryk Bartoszewicz, który totalnie oczarował mnie jako Bestia. Widziałam go pierwszy raz na scenie i chcę oglądać i słuchać więcej. Totalnie kupiłam tę postać. To nie tylko charakteryzacja i postura – to postać z krwi, kości i futra. Patryk ma mocny wokal i sporą świadomość sceny. Tym trudniejsze miał zadanie, że grał w masce, więc niewiele mógł widzom przekazać mimiką czy spojrzeniem.
- Maciek Zaruski jako Płomyk! Zabawny, wzruszający, wszędobylski, fantastycznie ruszający się i śpiewający. Czego chcieć więcej? Zawsze lubiłam piosenkę „Gościem bądź”, ale sam Płomyk nie zwracał mojej większej uwagi. Zaruski to zmienił i chwała mu za to.
Nie jest to musical, który rewolucjonizuje myślenie o tej formie. I dobrze, bo nie musi. To wdzięczny materiał do realizacji. Poszczególne elementy wyglądają ze sobą dobrze i zabierają widza w świat, w którym dobro zwycięża zło i takie tam. Można więc przyjemnie spędzić czas i na nowo zakochać się w tej historii.
Kalina® | Teatr Rampa na Targówku
Agata Brajczewska jako reżyserka i Anna Mierzwa jako aktorka zabierają widza w niespodziewaną podróż po zakamarkach życia Kaliny Jędrusik. Operują, co oczywiste, wieloma kliszami, ale pokazują też coś więcej. Dzięki temu „Kalina®” jako spektakl nie jest tylko wesołymi piosneczkami. Spokojnie może robić za studium przypadku diwy i seksbomby. Muzycznie i wokalnie jest bardzo dobrze. Współczesne aranżacje i głos Mierzwy pasują do siebie jak ulał.
We Will Rock You | Teatr Muzyczny ROMA | pożegnanie z tytułem
Jakaś część mnie przemilczałaby ten spektakl, ale inna część nie pozwala przekłamywać rzeczywistości. Byłam (znowu), zobaczyłam (znowu) i nie ubawiłam się (znowu). Znaczy zdarzało się, że żarty właściwe dla zielonego spektaklu robiły robotę, ale i tutaj WWRY znajduje się daleko w tyle. A taką miałam nadzieję na show! Zespół robił co mógł, Maciek Dybowski rozbijał bank, ale... tu naprawdę trudno było wyciągnąć coś więcej.
Pożegnałam ten tytuł bez żalu.

Jednego Serca | Nova Scena Teatru Muzycznego ROMA
Niezmiennie wspaniały to spektakl. Cieszę się, że po raz kolejny mogłam tego doświadczyć. Niezmiennie jestem pod wrażeniem choreografii i tego, jak zespół sobie z nią radzi (bo proste to nie jest).
A harmonia wokali wszystkich obecnych na scenie porusza cały czas. Świetne jest to filtrowanie dawnych hitów przez wrażliwość młodych artystów. Daje to ogromne pole do popisu oraz odkrywania nowych znaczeń.
Doceniam też wykorzystanie trudnego potencjału małej przestrzeni Novej Sceny.
Czy warto się wybrać! Warto! Bo mało który zespół brzmi tak dobrze ze sobą.
Retro Queen. Danuta Rinn | Teatr Rampa na Targówku
Pełen absurdalnego humoru recital komiczny Agnieszki Makowskiej przy akompaniamencie Macieja Chwały. Myślę, że to nieoczywista pozycja przedstawiająca postać Danuty Rinn. Nie jest to jednak wieczorek biograficzny, choć kilka ciekawostek się pojawia. Raczej można się spodziewać ciekawego spotkania teraźniejszości z przeszłością, dystansu do siebie i przemyśleń uniwersalnych dla artystów (i DIW).
Alicji nie będzie | spektakl dyplomowy Akademii Teatralnej w Warszawie
Jeśli w tytule pojawi się Alicja, to znaczy, że trzeba tam iść, także i na ten dyplom trafiłam. Co mogę powiedzieć - z pewnością czuć rękę Eweliny Adamskiej-Porczyk i Bartosza Porczyka. Jest w tym spektaklu jest dużo... wszystkiego. Przez co czasem można nieźle zagubić się w tej krainie (nie)czarów. Lubię historię Alicji, więc takie do niej podejście było dla mnie bardzo interesujące. Super są przeniesione oryginalne odniesienia, świetne są wszelkie nawiązania kulturowe.
Przyznam jednak, że po wykonaniu kilku postaci mam pewien niedosyt. Czekałam na więcej.
Casanova. Warszawskie zauroczenie 2025 | Teatr Rampa na Targówku
Zaletą spektakli Pożaru w Burdelu jest możliwość ich adaptacji do bieżących wydarzeń. Dzięki temu historia żyje, oddycha i aktywnie komentuje to, co się dzieje. Casanova, rok po premierze, został wzbogacony o dwie nowe postaci – Rafała Trzaskowskiego (w tej roli Karol Osentowski) i Karola Nawrockiego (w tej roli Konrad Marszałek).
Something Rotten | Teatr Muzyczny w Gdyni im. Danuty Baduszkowej | pożegnanie z tytułem
Dotarłam tuż przed zejściem z afisza i... bardzo mnie to cieszy. Na uwagę zasługuje Krzysztof Kowalski, który swoim Szekspirem absolutnie ZROBIŁ MI TEN SPEKTAKL. Od wizyty na tym tytule minęło już sporo czasu, a ja dalej mam go przed oczami, a w uszach słyszę „Szeeeeekspiiiir”. Cudownie zabawna rola. Drugą rzeczą, która mnie urzekła, były wszystkie meta teksty i odniesienia do innych tytułów (nie tylko zagranicznych). Tak zgrabnie umieszczone w fabule i tak zabawne, że jako widzka teatralna chciałabym więcej.
Don’t give up | Teatr Rampa na Targówku
Spektakl muzyczny, którego tytuł nawiązuje do twórczości Kate Bush. Jest słodko (na koniec nawet można powiedzieć, że dosłownie), bywa gorzko i refleksyjnie. Jest zabawnie i bardzo kobieco. Jest też dość uniwersalnie. Niby widz poznaje historię życia Kasi, czyli bohaterki spektaklu, ale każdy znajdzie tam coś dla siebie.
Na prochach | Teatr Syrena | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Tematy zdrowia czy leków i tym podobnych są mi bliskie. Bałam się więc spłaszczenia i odstraszenia od leków tych, którzy ich potrzebują (a są tacy!). I choć nie wszystkie obawy zostały rozwiane, to spokojniej patrzę na spektakl „Na prochach”.
Teatr Syrena po raz kolejny podjął ryzyko w wyborze repertuarowym. Sami to zresztą mówili podczas grudniowych pokazów kilku scen. Ale to, co od lutego można oglądać na deskach teatru jest warte zobaczenia.
Mnie przede wszystkim kręcą różne konteksty, które można zaobserwować w spektaklu:
- etyka reklamy i marketingu,
- bezduszność pieniędzy i patologie rodzinne,
- bezmyślne przyjmowanie leków.
Już tylko dlatego warto przejść się i usiąść na widowni przy Litewskiej. Argumentów jest jednak nieco więcej, np. ambientowa muzyka, która niepokoi, ale i wprowadza w lekki trans czy też wykorzystanie (chyba po raz pierwszy na Dużej Scenie) lalki do dodatkowego podkreślenia przedmiotowości ofiar epidemii.
Najmocniejszym punktem programu jest jednak zjawiskowa Ewelina Adamska-Porczyk, która nie tylko odpowiada za świetny ruch sceniczny (oraz widowiskową scenę walki!), lecz także sama wciela się w Królową opioidów. Postać, która uosabia nie tylko uzależnienie, ale też uzależnionych. Nie jest to też tylko figura osoby uzależnionej, ale metafora tego, jak z pozoru niewinna tabletka staje się mroczną panią przejmującą kontrolę nad życiem. I w tej roli Adamska-Porczyk po prostu… rozwala system.
Przeczytaj także: A może tak przestać oddychać… – recenzja spektaklu „Na prochach”
Wicked | Teatr Muzyczny ROMA | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Długo wyczekiwana premiera Romy... Dla mnie? Niewykorzystany potencjał. Stroje wołające o pomstę do nieba, świetni tancerze mający jedynie robić za tło. Ogromna, ale przeraźliwie pusta scena i te nieszczęsne wizualizacje rodem sprzed dziesięcioleci (za drugim razem siedziałam tak, że prawie ich nie widziałam, co niestety wpłynęło korzystnie na odbiór całości). Ale to moje zdanie, a ja jestem wymagająca. Innym ten spektakl na pewno się spodoba, bo dużo się dzieje, są efekty specjalne, zespół na scenie jest stosunkowo duży, i jak zwykle w Romie mamy dobre wokale. No i to Wicked, a ten materiał (choć dla mnie już odrobinę przestarzały), obroni się sam.
w.a.s.o.w.s.k.i. Fotoplastykon | Collegium Nobilium
Choć co do zasady można mieć dużo ALE, to mi ten spektakl się podoba. Czy jest innowacyjny? Nie. Czy dobrze się tego słucha? Owszem! To są niesamowite głosy i przede wszystkim jest to grupa bardzo uważnych na siebie osób. A przy takim projekcie uważność jest jednym z kluczy do sukcesu. Wspaniałe piosenki, mistrzowskie teksty i dużo wewnętrznego uśmiechu. Doceniam pewną formę eksperymentowania z tym, co znane, bo to zawsze duże wyzwanie.
A „O, Romeo” ciągle w mojej głowie :)
Mock. Czarna Burleska | Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu
Czy wpisuję się to w definicję burleski? Owszem. Czy czasem wywoływało to we mnie zagubienie? Też się zgadza. Jednocześnie wrocławski Mock jest bardzo ciekawą propozycją muzycznie, wizualnie pokazuje, że projekcje i bardzo ograniczona scenografia też może robić wrażenie (także na dużej scenie) i wokalnie też zapada w pamięć (Emose Uhunmwangho i Ewa Szlempo-Kruszyńska <3). Tylko sama postać Mocka, która – wbrew tytułowi – wcale nie jest wiodąca, lekko rozczarowuje. Zbyt to było grzeczne, zbyt gładkie.

Nine | spektakl dyplomowy Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina
Dyplomy rządzą się swoimi prawami... Widziałam dużo pozytywnych opinii na ten temat, a dla mnie było to słabe 3 na 10. Podczas mojej wizyty nagłośnienie było FATALNE. Nie dość, że aktorki i aktor często lądowali pod dźwiękiem, to połowa tekstów była po prostu nie do zrozumienia. Nine to materiał bardzo charakterystyczny, w mojej głowie siedzi wiele piosenek z niego i filmowa Marion Cotillard.
w roli żony! A tu wszystko było bardzo szkolne. Choć „My husband makes movies” można uznać za pewien jasny punkt całości.
Mistrz i Małgorzata | Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu
To kolejna wersja „Mistrza i Małgorzaty”, którą obejrzałam. Jednocześnie chyba jedna z ciekawiej wymyślonych i zrealizowanych. Musicalowa forma z pozoru nie pasuje do klasycznego tekstu, ale z każdą minutą spektaklu okazuje się, że tekst Bułhakowa czekał właśnie na taką realizację. Mimo kilkunastu lat grania spektakl wciąż wygląda i brzmi nowocześnie. Ogląda się to z przyjemnością, a gdy nadchodzi koniec – pojawia się rozczarowanie, że to już. Jako Behemoth debiutujący w tej roli Marek Zawadzki mile zaskoczył. Chyba nie miałam okazji widzieć go w takiej postaci, więc cieszę się tym bardziej. No i Maciej Maciejewski jako Korowiow – super! Zupełnie niespodziewane zaskoczenie, ale tym lepiej dla mnie!
Coś-coś, czyli Strzelec w Rampie | Otwarta Rampa
Andrzej Strzelecki dla wielu jest legendą. Dal wielu był mentorem. I na pewno solidnie zapisał się na kartach historii teatru muzycznego. A ten spektakl, stworzony przez pasjonatów teatru, daje temu wyraz. Wszystko zgrabnie wymyślone a przede wszystkim opowiedziane z humorem. Wieczór pełen wzruszeń. Chylę czoła za pomysł uczczenia w ten sposób przez Otwartą Rampę jubileuszu. Ludzie wychodzili z sali jednocześnie spłakani ze wzruszenia i uśmiechnięci. I to było dobre.
Six | Teatr Syrena
UWIELBIAM słuchać tych piosenek, ale jako całość trochę mnie jednak ten spektakl na dłuższą metę męczy. Nie pytaj, dlaczego tak się dzieje. Widowisko jest bardzo energetyczne, widać, że zespół lubi wcielać się w te postaci i ma niemałą frajdę z każdego koncertowego wieczoru. Wciąż uważam jednak, że większość kostiumów jest... mało korzystna dla tych pięknych kobiet występujących na scenie. Niemniej, jeśli przestać się czepiać, to wciąż jest to dobra propozycja na rozerwanie się i uśmiechanie od ucha do ucha przez cały wieczór.
Witkacja. Wodewil na krawędzi | Teatr Rampa na Targówku | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
To plastycznie i wizualnie przyjemny spektakl przedstawiający kobiety Witkacego oraz jego samego – w ostatnich dniach tragicznie zakończonego życia. Ciekawa kombinacja twórców daje widzowi coś, czego scena teatru na Targówku dawno nie widziała.
Pieśń Piekarzy Polskich | spektakl dyplomowy AST w Krakowie
Jedyny spektakl, w który upolowałam w ramach Warszawskich Spotkań Teatralnych. I jeśli to miał być jedyny, to w sumie nie żałuję. Ujmująca historia o dzisiejszym świecie, który odziera nas z pasji. A chciałoby się robić rzeczy właśnie dlatego, że coś nas jara, kręci i podnieca, a nie tylko daje zarobić złote monety. Fajna energia młodzieży, rap może lotów nie najwyższych, za to z przesłaniem. Prawdziwe to było, do pomyślenia i do uśmiechnięcia się. Także na plus.
M. Faktor. Narodziny piękna | Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Mam mieszane uczucia. To kolejny spektakl, w którym generalnie większość się zgadza, a jednak nie do końca mnie to wciągnęło. Może przez nadmiar metatekstowych przerywników (które co do zasady BARDZO lubię)? Nie wiem.
Na uwagę zasługuje wykorzystanie kamery i projekcji. Jest to zrobione z głową i pięknie poszerza pole widzenia widza. Muzycznie okej. Wokalnie – jak to zwykle bywa z musicalem w teatrze dramatycznym. Aktorzy zostali wrzuceni w mocno nie swój świat, ale zrobili to z odwagą. Za to należy się uznanie.
Nie mogę jednak uwolnić się od wrażenia, że gdyby mi nie powiedziano na wstępie, że to spektakl o „stawaniu się”, to chyba bym na to nie wpadła...
Zakonnica w przebraniu | Teatr Muzyczny w Poznaniu | pożegnanie z tytułem
Czy jest to spektakl, na który chciałabym wracać wciąż i wciąż? Nie. Bawiłam się jednak dobrze, w wielu momentach nogi podrygiwały same do rytmu, a usta unosiły do uśmiechu. Historia znana, więc zaskoczeń nie było. Trafiłam na jeden z ostatnich spektakli i to cieszy mnie najbardziej. Zdążyłam. Temat nie do końca mój, ale wykonanie porządne. Widownia się bawiła i zdecydowanie chciała więcej.
Rodzina Addamsów | Teatr Syrena | pożegnanie z tytułem
Dorzucam bonusowo, chociaż spektakl już w lipcu. Dla mnie to on oficjalnie zakończył „sezon”. A ponieważ jest pożegnaniem z tytułem, to zdecydowanie zasługuje na chwilę uwagi.
„Rodzina Addamsów” to pierwszy spektakl, który obejrzałam w Teatrze Syrena. I od początku skradł moje serce. W nim zgadzało się naprawdę wszystko. Światowy poziom realizacji, te kostiumy, scenografia, choreografia… WSZYSTKO.
Gdy poszła informacja, że będzie pożegnanie, cóż. Nie mogło mnie zabraknąć na zielonym.
I teraz tak:
- kocham zielone spektakle, proszę je robić zawsze i proszę je robić na takim poziomie jak ten;
- kocham tych ludzi, którzy zgotowali i siebie wzajemnie, i widownię.
I zdecydowanie MUSZĘ (bo się uduszę) wyróżnić Maćka Dybowskiego za konsekwentne poprowadzenie postaci Łukasza, Martę Wiejak za te rude włosy, Olę Gotowicką za Środę w ciąży oraz Przemysława Glapińskiego za to jak PIĘKNIE się gotował. I jak W KOŃCU zgotował Martę.
Piszę te dokładnie słowa zaraz po powrocie z teatru. Czuję w sobie radość i smutek. Chce mi się śmiać i płakać. A to wszystko… JEDNOCZEŚNIE. Zielone spektakle mają w sobie magię, niezależnie od wszystkiego. Zielone spektakle tytułów, które były grane przez lata i zgromadziły tak ogromną społeczność to jest KOSMOS (i księżyc). Ten zielony zostanie w moim serduszku na długo.

Spektakle dramatyczne, które obejrzałam w sezonie 2024/2025
Teatr dramatyczny to dla mnie ciągle teren, który potrafi zaskoczyć – raz oszczędną formą i ciszą, raz bezczelną ekspresją, która wywraca wszystko do góry nogami. W tym sezonie przyniósł mi naprawdę mocne spotkania. Z tekstem. Z aktorem. Z własną głową.
Tu mniej się śpiewa, więcej się myśli. Ale to nie znaczy, że dramat nie potrafi poruszyć ciała. Bo porusza. Czasem całym ciężarem milczenia, czasem błyskiem ironii, czasem jednym zdaniem, które trafia prosto między żebra.
Poniżej zebrałam wszystkie dramatyczne tytuły, które zobaczyłam w tym sezonie – od klasyki, przez współczesne teksty, po te całkiem eksperymentalne. Dla pamięci. Dla inspiracji. Dla tych, którzy szukają teatru, który nie tylko opowiada – ale zostaje w człowieku na długo.
Dybuk | Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie
Bardzo eklektyczny, trudny w odbiorze to spektakl - także z powodu aż 3 języków padających ze sceny. Ogląda się to jednocześnie z wysiłkiem, jak i z przyjemnością. Za tę drugą odpowiada m.in. Magdalena Koleśnik, która jako Lea zabiera widza w podróż po naprawdę przeróżnych odcieniach aktorstwa. Dla mnie stanowi ona odkrycie tego spektaklu. Drugim odkryciem był natomiast sam Teatr Żydowski, który tym spektaklem zachęcił mnie do przemyślenia spraw jego kulturowej i społecznej misji. Trzecim elementem była natomiast scenografia – w szczególności znajdujące się na tylnej ścianie lustro! Jak ono pięknie gra w tym spektaklu.
Noc Walpurgii | Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie
Ciasne, intymne, mocne i mocno niewygodne – mam wrażenie, że właśnie taki powinien być w odbiorze ten spektakl. Czy jest? Miejscami na pewno. Zwłaszcza że w pomieszczeniu w 85% stanowiącym scenę mieści się może około 20 osób. To na pewno zapewnia intymność i pewnego rodzaju niewygodę. Aktorzy w scenach odważnych i dramatycznych są dosłownie na wyciągnięcie ręki oraz ściągnięcie spojrzenia. Scenograficznie jest dość nowocześnie. Podobnie językowo. Historia natomiast to już co innego. Jeszcze myślę, czego mi brakowało..., ale wiem, że wyszłam z głową pełną pytań na temat traum, mechanizmów i ludzi.
Na rauszu | Teatr Polonia
Dla mnie świetnie spędzony czas na widowni. „Na rauszu” jest przemyślanym, zabawnym, ale i skłaniającym do przemyśleń spektaklem. Aktorzy urzekają energią oraz sposobem prowadzenia postaci. Nawet granie pijanych nie jest aż tak irytujące jak mogłoby być. BARDZO podoba mi się scenografia, która świetnie się sprawdza przez cały spektakl i ciągle potrafi czymś zaskoczyć. Interakcje aktorów z publicznością (BO SĄ!) nie wydają się wymuszone, co oceniam zdecydowanie na plus. Tylko ta scena końcowa... Tu się przyczepię, bo jej wykonanie nieco zaprzecza całemu luzowi spektaklu. Nad tym bym jeszcze popracowała.
Ojciec | spektakl dyplomowy Akademii Teatralnej w Warszawie
Uporządkować w głowie to, co dzieje się podczas spektaklu, nie jest możliwe. Od początku, gdy aktorki i aktorzy „witają” widzów od progu, pojawia się uczucie niewygody. A seria ostrych szpil wbijanych z lubością między żebra nie kończy się. Trwa jeszcze długo po wyjściu z teatru.
Dlaczego tak się dzieje? Dużą rolę odgrywa w tym plastyczność, malarskość i niepokojąca sensualność wszystkiego, co dzieje się na scenie. Bardzo to wszystko brutalne, naturalistyczne oraz obrazoburcze w mnogości wykorzystanych metafor.
„Ojciec” opowiada z pozoru prostą historię o rodzinie, o sztuce tworzenia – tak sztuki, jak i (przynajmniej dla mnie) relacji międzyludzkich. Jedna i druga sfera mocno porusza, ponieważ nie jest wolna od poświęceń. Nie jest też wolna od okrucieństwa. Przyglądanie się kolejnym scenom tworzenia dzieła życia, czyli krucyfiksu do kościoła Najświętszej Marii Panny w Gdańsku, zostawia ogrom pytań, ale nie daje jasnych odpowiedzi. A to wbrew pozorom czyni z całości dzieło bardziej uniwersalne.
„Ojciec” solidnie wypracowaną grą aktorką stoi. Widać, że nie jest to prosta do opowiedzenia historia, a wykorzystane środki wyrazu wydają się mocno drenujące, ale uzyskany efekt był wart tej pracy. Choć na grafice wymieniłam tylko 3 nazwiska, to na uwagę zasługują wszyscy obecni na scenie. Nie wiem, ile musieli poświęcić, jak bardzo rozciągnąć swoje granice, ale wydaje mi się, że mają za sobą długą drogę oraz sporo pracy nad wzajemnym zaufaniem.
Na uwagę zasługują także nieobecni ciałem. Po pierwsze Cezi Studniak. Światło jego reżyserii jest jednym z bohaterów. Tworzy obrazy, porządkuje wiele planów i wspaniale uwydatnia to, co Mikołaj Łukasiewicz wyczynia z ciałem. Po drugie Łukasz Wójcik-Zawierucha, czyli autor tak wchodzącej za skórę muzyki, której dawno nie doświadczyłam w ciele równie silnie.
„Ojciec” zapada nie tylko w pamięć, ale i w duszę. To spektakl dopracowany w każdym elemencie. Zostawił mnie w stanie kompletnej rozsypki, ale nie żałuję.

Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję | Teatr Telewizji
Kolejna rzecz trudna i tematycznie miażdżąca, a jednocześnie przygotowana prawdopodobnie w najlepszy z możliwych sposobów. Póki co mówię jedynie o wersji z Teatru Telewizji, więc na pewno odbiór jest o jakieś 30-40% słabszy, ale i tak - świetny spektakl. Scenograficznie i wizualnie wszystko się tu zgadza.
Po przeczytaniu książki nie byłam pewna, czy to się da przełożyć na scenę, ale... dało się. Zrobiono to ze sporym wyczuciem, ale też zadbano o to, by widz raz po raz dostawał szpilą gdzieś między żebra. Tytuł kontrowersyjny, ale społecznie ważny.
Polowanie na Osy | Teatr Studio w Warszawie
Spektakl oparty na prawdziwych wydarzeniach, o których słuchałam w wielu podcastach z kategorii true crime. Teatr nie tyle o zbrodni, ile o sposobach pokazywania jej w mediach. Teatr nawołujący do dyskusji m.in. na temat etyki kar czy resocjalizacji więźniów. Spektakl bezlitosny jeśli chodzi o czas trwania, choć są momenty, że nie czuć jego upływu. Scenografia – w postaci olbrzymiej klatki – jest bardzo wymowna. Daje też pole do interakcji ze sobą. Aktorsko jest ciekawie, m.in. za sprawą Bartosza Porczyka. Doznanie intensywne i dające do myślenia.
To jest naprawdę solidna moralna huśtawka. Spektakl trwa 3 godziny i nie daje odpocząć. Powielane w kółko pytania o sprawiedliwość, winę i karę, ciągłe dywagacje, czy dożywocie jest słuszne, czy nie. Zapomnij o relaksie. Ale jeśli potrzebujesz dawki refleksji, to tutaj ją znajdziesz.
Teraz wiesz, jak się czuję | Grupa Performatywna Chłopaki
Witamy w świecie performance’u o czułej męskiej wrażliwości. Występujący na scenie Panowie ubrali w pewną formę własne doświadczenia i teraz dzielą się nimi z tymi, którzy mają odwagę oraz chęć zasiąść na widowni. Można w tym brak aktywny udział, ale nie trzeba. Nikt nikogo na siłę na środek nie wyciąga. Za co niech będzie chwała. Przed pójściem, warto nastawić się emocjonalnie na to, że różne tematy mogą zacząć w człowieku pracować, różne tematy mogą się odezwać. Ale warto pozwolić im wyjść, bo warunki stworzono do tego komfortowe.

Gdybym Cię nie poznał | Teatr Współczesny w Warszawie
Spektakl grany na scenie w Baraku nie ma prostego zadania. Nie ma w nim przerwy, a historia trwa ponad dwie godziny! Utrzymać uwagę widza przez taki czas to wyzwanie. A aktorzy to robią. Bardzo łatwo wsiąknąć w tę opowieść, a częste zmiany czasu lub przestrzeni wzmagają czujność.
Sergi Belbel stworzył bardzo plastyczną opowieść, a reżyser Jarosław Tumidajski wraz z zespołem sprytnie przełożyli ją na ograniczoną przestrzeń sceny. Dodam, że przestrzeni świetnie przemyślanej przez Katarzynę Kornelię Kowalczyk, bo scenografia świetnie porządkuje i pozwala odnaleźć stabilność w ciągłych podróżach w czasie.
W formie ten spektakl jest bardzo prosty. Czworo aktorów, jedna scena i kameralna widownia. Samej historii – choć kręci się wokół miłości – do prostoty daleko. Temat na jednym z poziomów kręci się wokół światów równoległych. Na innym z kolei wokół tego, jak pojedyncze decyzje wpływają na nasze życie. Bohaterowie i ich doświadczenia skłoniły mnie do zadania sobie wielu pytań, na które ciągle jeszcze szukam odpowiedzi. I trwa to tak już od pierwszego obejrzenia tego tytułu.
A, i śpiewająca Katarzyna Dąbrowska – złoto.
Fleabag | National Theatre Live
Zupełnie szczerze przyznam (ku własnemu zaskoczeniu), że serial, który powstał na podstawie tego monodramu, bardziej mi się podobał. Być może dlatego, że dzięki większej liczbie aktorów i zmianie scenerii niektóre tematy dostawały potrzebnej im głębi. Nie zmienia to jednak faktu, że „Fleabag” to masa trudnych tematów podanych w przystępnej formie. Trochę je wyśmiewamy (co ma moc terapeutyczną), a trochę spoglądamy na nie.
Mahagonny. Ein Songspiel / Afterparty | Teatr Studio w Warszawie | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Oto jeden z rzadkich przypadków, kiedy po wyjściu z teatru niewiele mam do powiedzenia na temat spektaklu. Nie jestem nawet w stanie stwierdzić, czy to jest dobry, czy zły spektakl. Po prostu nie wzbudził on we mnie żadnych uczuć. Może poza złością na 5 minut świateł stroboskopowych na sam koniec. Nawet nie wiem, czy miało to jakieś wyjaśnienie artystyczne, bo musiałam solidnie zasłonić oczy. W teorii spektakl miał mieć w sobie coś o mieście uciech i uniwersalnej zabawie.
W praktyce... W praktyce grana na żywo muzyka robi robotę.
Handlarze Gumek | Teatr 6. Piętro
Jeśli zastanawiasz się, co oznacza tytuł tego spektaklu, to Twoje pierwsze myśli są prawdopodobnie trafne. Czy kręci mnie temat tego spektaklu? Tyle o ile. Jednocześnie z czystym sumieniem mogę napisać, że jest to dobrze zagrany spektakl. Super się patrzy na tę trójkę, bardzo na siebie czujną i uważną. Podoba mi się konstrukcja historii, która staje się oczywista wraz z rozpoczęciem 2 aktu. Rozrywkową całość uzupełnia nie zawsze oczywista muzyka Michała Lamży (grana na żywo!). Mam w głowie kilka pytań od wyjścia z teatru, ale jedno wiem na pewno: można się pośmiać.
2.22 Historia o duchach | Teatr Polonia
Zaliczyłam małe rozczarowanie. Bo o ile panowie, zwłaszcza Krzysiek Szczepaniak, grali całkiem dobrze, to panie zupełnie mnie nie przekonały. Strasznie to było płaskie, a ich reakcje i relacje zupełnie się nie tłumaczyły. Po Szczepaniaku zdecydowanie widać też obycie na scenach teatralnych, bo było go słychać, czego o reszcie nie można powiedzieć.
A przynajmniej nie zawsze. Na uwagę zasługują jednak wykorzystane efekty, bo mogą zrobić wrażenie. Historia sama w sobie - dla mnie - mocno oczywista. Ale z podsłuchanych w kolejce rozmów wiem, że nie dla każdego.
Czułe słówka | Och-Teatr
Jakże mylący tytuł. Jakie zdradliwy cukierkowy róż plakatu! Przyznaję się - filmu nie widziałam, więc szłam w ciemno.
I spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Czy lepszego? Na pewno bardziej słodkiego. A czułam się, jakbym dostała w twarz z otwartej dłoni. Ta historia nie jest milutka. Opowiada o tym, jak bardzo – jako ludzie – czułości potrzebujemy. I o tym, jak niewiele jest w naszych zabieganych życiach. Muszę jednak powiedzieć, że aktorsko... młodzież mnie zawiodła.
Vanitas | Teatr Współczesny w Warszawie
Choć tytuł tego nie zapowiada, jest to spektakl bardzo zabawny. W narracji dość mocno przewidywalny, ale, hej, zawsze docenię wątki kryminalne! Ma to w sobie elementy czarnej komedii, bo trzeba było ubrać historię w jakąś formę. Dla mnie najciekawsza były dynamika i chemia między aktorami. Tutaj na uwagę zasługuje między innymi Maria Lipińska. Doceniam też wykorzystanie przestrzeni sceny, która na dużo pozwala. Nie będzie to pewnie mój ulubiony spektakl, ale oglądało się przyjemnie.
Przebłyski | Teatr Gudejko | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Poszłam, ponieważ reżyseria Agaty Dudy-Gracz to zawsze MOCNY argument. I teraz tak... Pierwsze wrażenie? Jak na Dudę-Gracz dość lekki to spektakl, ale jak na repertuar Teatru Gudejko wydaje mi się dużo mocniejszy. Dla mnie najmocniejszym punktem programu była scenografia i... wokal Mai Kleszcz (ku memu własnemu zdziwieniu). Daniel Olbrychski bardzo rozczarowujący. Mam wrażenie, że gdzie go obecnie nie widzę, to dostaję na scenie dokładnie to samo.
I to jest smutne.
Słoneczna linia | Teatr Polonia
Chyba nie jestem grupą docelową tego spektaklu, bo... BORZE SZUMIĄCY, JAK MNIE TO BOLAŁO! W sensie sam zamysł mnie bolał, choć po reakcjach widowni wnoszę, że bardzo to realistyczne i że naprawdę jest tak, jak pokazano na scenie. Czułam się odrobinę zakrzyczana, ale mimo wszystko jest to kawał ciekawego materiału. I Borys Szyc, który (na szczęście) w teatrze dostaje role różnorodne, dzięki którym pokazuje dużo dobrego aktorstwa.
Niemniej najbardziej podobała mi się ta podzielona na pół scenografia! Bardzo na plus.
Faust | Teatr Narodowy | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Przeczytałam gdzieś, że to „parada martwych figur” i tak to wyglądało. Przy okazji było też bardzo męczące. W tym przypadku 3,5 godziny to zdecydowanie za długo. I to nie tak, że aktorstwo było złe. Że scenografia nie taka (bo wykorzystanie możliwości sceny było akurat imponujące). Nie mogłam jednak oprzeć się wrażeniu, że było to przekombinowane i siłowe. Przez to wiele sensów zacierało się. W tym konkretnym przypadku lepsze jest wrogiem dobrego, a mniej – naprawdę znaczy więcej.
Zemsta | Teatr Komedia
Zemsta przedstawiona jako wojna gangów? Ależ oczywiście, mocium Panie! Szłam bez specjalnych oczekiwań i z lekkim dystansem, a dostałam tak szalony spektakl, że do dziś nie mogę wyjść z podziwu. Nowoczesność, ale w klasycznym wydaniu. Świetne wykorzystanie możliwości sceny oraz samej sali. I obsada, I mean, TA OBSADA! Brykalski, Porczyk, Stuhr – klasa sama w sobie. Lipiecki jako Wacław też świetny. Wszystkie otrzymany w tym sezonie nagrody zasłużone. Tylko do scenografii trochę się mogę przyczepić, bo przy zasłoniętych żaluzjach wieje pustką.

Sen nocy letniej | Teatr Komedia | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Miejscami przesadny, pod koniec zdecydowanie zbyt długi, ale ciekawy eksperyment. Najbardziej urzeka mnie ten spektakl technicznie - ponieważ stworzyć scenografię i wybrać kostiumy, które zdadzą ten egzamin, to nie lada wyzwanie. Sprowadzenie wszystkiego do minimum jest jednocześnie wystawianiem widzów na dość trudne zadanie. Tutaj wiele rzeczy naprawdę trzeba wyśnić, by zrozumieć. Aktorsko ciekawie, choć nie bez małych rozczarowań.
Z obu realizacji Zadary wybieram jednak „Zemstę”.
Mewa | spektakl dyplomowy Akademii Teatralnej w Warszawie
Jest to, proszę ja Ciebie, kolejny dobry dyplom w tym roku. Czy mój ulubiony? Raczej nie. Trzeba jednak przyznać, że przygotowany z pomysłem i zrealizowany bardzo konsekwentnie. Niektóre postaci nie dostały tyle czasu w świetle reflektorów, na ile zasługiwały, przez co w ogólnym rozrachunku wypadają blado. Wspólnie jednak ściągają uwagę widza i robią to bardzo skutecznie. Boleśnie aktualny to tekst, ale dzięki temu tak oddziałuje na widownię.
Jest realizm, jest symbolika, jest wielowymiarowość.
Czechow jest trudny. Fantastyczny, ale trudy. A tutaj przez większość spektaklu naprawdę można dać się porwać.

Historia miłosna | Teatr Współczesny w Warszawie | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Kiedy dowiedziałam się, że premierą Wojciecha Malajkata będzie spektakl, który zrobił On już wcześniej w Opolu, czułam rozczarowanie. Chciałoby się coś nowego. Pomyślałam jednak, że tekst jest tak prawdziwy, że faktycznie – żal nie pokazywać go szerszej widowni.
Przymknęłam więc oko. I warto było. Najnowsza premiera warszawskiego Teatru Współczesnego to piękne, dające do myślenia, zabawne, błyskotliwe i prawie w każdej sekundzie po prostu... trudne przedstawienie o tym, jak szerokim pojęciem jest miłość. Oraz o tym, że ani nie jest ona dana za darmo, ani nie musi trwać wiecznie. Nie musi też wynikać z więzów krwi, o czym zbyt często zapominamy.
Mocną stroną „Historii miłosnej” jest… brak efekciarstwa. Wszystko jest podane dość prosto, ale dzięki temu skomplikowane relacje i emocje mogą wybić się na pierwszy plan. Szara scenografia, bardzo funkcjonalna, elastyczna, a jednocześnie nieprzytłaczająca porządkuje przestrzeń. Pozwala i aktorom, i widzom „przemieszczać się” z jednego miejsca do drugiego.
Przed aktorami stoi trudne wyzwanie ze względu na filmowy montaż, krótkie sceny, szybkie przejścia. Nie jest to typowe rozwiązanie dla teatru, niemniej – ciekawe. Przy tak trudnych emocjach może to ratować widzów przed zapadnięciem się pod ich ciężarem. Choć potrzeba chwili, by zrozumieć koncept.
Aktorki, czyli Katarzyna Dąbrowska i Barbara Wypych z lekkością, uważnością i sporym dystansem na kilkadziesiąt minut stają się swoimi bohaterkami. Dają im ludzkie twarze i pozwalają wybrzmieć traumom, doświadczeniom oraz radościom. Rozdzierające emocjonalnie zadanie ma do wykonania także Marcin Stępniak (drugi raz wcielający się w postać Roberta). I wykonał je naprawdę dobrze. Do jego rozterek było mi zresztą najbliżej, co niekoniecznie dobrze o mnie świadczy.
Nie jest to spektakl lekki i przyjemny. To spektakl, który będzie uwierał i może wywoływać dyskomfort, Robi więc to, co w teatrze lubię prawdopodobnie najbardziej.
Bowie w Warszawie | Teatr Studio w Warszawie
Jeśli mam być szczera, to nie do końca wiem, co miał mi zrobić ten spektakl. Generalnie nie zrobił za wiele. Głównym jego celem jest chyba usłyszenie, jak Bartosz Porczyk śpiewa „Heroes”, bo śpiewający Bartosz Porczyk to zawsze element wart doświadczenia. W ogóle warstwa muzyczna tego spektaklu trafiła do mnie najbardziej. A poza tym... nie szokuje, miejscami się dłuży. Teoretycznie wiele się tu zgadza, mnie po prostu na dłuższą metę nie wciągnęło i nie zatrzymało.
Szaleństwa nocy letniej | Teatr Współczesny w Warszawie | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Pierwsza myśl: coraz bardziej podoba mi się Scena w Baraku w Teatrze Współczesnym, ponieważ co spektakl wygląda ona inaczej i ta zmienność jest w niej piękna! Druga myśl: generalnie podobała mi się scenografia. Rozwieszone łańcuchy mają klimat, ale projekcje na nich już nie tak bardzo. Muzyka na żywo też na plus. Fajna relacja między występującymi na scenie aktorami, ciekawy myk z trzecioosobową narracją, ale czegoś mi brakowało. Tylko jeszcze nie wiem, czego.
Wzrusz moje serce | Teatr Ateneum
Rozpaczliwie dużo czasu minęło, od kiedy ostatni raz na scenie widziałam Łukasza Simlata, więc MUSIAŁAM to naprawić.
I bardzo dobrze. Bo Łukasz Simlat i Grzegorz Damięcki to chyba najmocniejsze punkty tego spektaklu. Spektakl kontrastów (kobieta vs mężczyźni; bycie singlem vs bycie w długoletnim związku itp.) i życiowych rozkmin. Przestrzeń ciekawie umowna, dialogi dość nierówne. Jest jednak miejsce i na mały uśmiech i odrobinę wzruszenia. Zwłaszcza dzięki wymienionym Panom.
Laborantka | Teatr Współczesny w Warszawie | PREMIERA W SEZONIE 2024/2025
Zupełnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po tym tytule. Poszłam w ciemno, ale nie żałuję. Uwielbiam to, jak Scena w Baraku Teatru Współczesnego zmienia się dla każdego tytułu. Tym razem temat trudny, a przy tym bardzo na czasie. Sporo tematów do przemyśleń na temat tego, jakimi jesteśmy ludźmi, na co zwracamy uwagę i co robi z nami świat. Dobra gra światłem porządkującym przestrzeń wespół zespół ze scenografią.
Dolce vita | Teatr Współczesny w Warszawie
Podobała mi się mieszanka reportażowości z autoironią. A z bohaterem dość łatwo się utożsamić. Doświadczenia mojemu pokoleniu dość dobrze znane, znowu świetna scenografia (bardzo pojemna i porządkująca). Do tego na scenie grupa ciekawych osobowości, z których każda przynosi widowni coś innego. Może i to jest współczesny Piotruś Pan, ale jeśli tak – to do bajkowego happy endu tej historii daleko. Polubiłam Marcela, ze wszystkimi jego ułomnościami, fantazjami i próbami ucieczki od rzeczywistości.

Teatr tańca w sezonie 2024/2025
Nie ukrywam – to dla mnie trudna sprawa. Teatr tańca nie jest moją pierwszą teatralną miłością. Od dziecka zakochana jestem w słowach, a to znaczy, że ich brak wytrąca mnie nieco z tego, co znane. Czasem mnie to zachwyca, czasem gubi po drodze, czasem zostawia z pytaniem: „czy ja na pewno zrozumiałam, co właśnie widziałam?”. Ale skoro byłam – to nie wypada przemilczeć.
W tym sezonie parę razy zanurzyłam się w ten świat, gdzie ciało mówi więcej niż słowo, a emocje rozgrywają się gdzieś poza językiem. I choć to dla mnie teren wymagający, to uważam, że warto próbować. Bo może właśnie tam, w tym ruchu i milczeniu, czai się jakaś nowa wrażliwość. I jeśli chodzi o mój romans w tym sezonie – była i totalna porażka, i absolutny zachwyt!
Zacznę od tego pierwszego.
Sen nocy letniej | Nova Scena Teatru Muzycznego ROMA
Znawczynią tańca nie jestem. Lubię jednak na taniec patrzeć i próbować odbierać go na własny sposób. A po wyjściu z widowni wiedziałam, że kilka słów o tym widowisku będę chciała napisać. Może będzie to dla kogoś impulsem, żeby wybrać się na ten spektakl. Bo warto.
Co mnie zachwyciło?
- Muzyka – od pierwszego dźwięku poczułam, że to będzie coś innego. Tworząca klimat, budująca napięcie i podkreślająca każdy taneczny ruch. I, uwaga, uwaga, można jej już słuchać na Spotify.
- Stroje – proste, a efektowne. Tworzą klimat lasu, w którym Puk budzi się ze snu. Już samo to robiło wrażenie przeniesienia do innej krainy. A to efekt trudny do osiągniecia przy praktycznie ZEROWEJ scenografii.
- Choreografia – nie mogłam przestać myśleć, że tańczą oni to tak, jakby było to czymś najprostszym na świecie. Lekkość w każdym ruchu, mimo że to były naprawdę mega skomplikowane figury. Chapeau bas.
A co na temat postaci? Urzekł mnie Puk (Michał Adam Góral) ze swoimi chochliczymi złośliwościami i energią, która spajała wszystko w całość. Absolutną petardą była także pełna wdzięku i mocy Tytatnia (Ewelina Kruk). Z kolei Helena (Julia Ławrenowa) była dla mnie być może odrobinę za mocna w wyrazie jak na tę postać. Może to jednak zaintrygować swoją innością. To, co tu napisałam zmienia się jednak z każdym spektaklem. Widziałam całość 2 razy i tancerze ciągle pracują nad swoimi postaciami oraz tym, co chcą opowiedzieć.
Dodam jeszcze, że oniryczność i sensualność całego spektaklu totalnie mnie wciągnęły. Tancerze otrzepali nieco z kurzu tę klasyczną opowieść. I co ważne, każdy element dołożył swoją cegiełkę do tego eterycznego nastroju – muzyka, taniec, światło, ludzie!
Ulubione sceny? „Walka o Hermię” i „Psota Puka” – ZDECYDOWANIE.

Języki przyszłości/Future Language | Teatr Nowy w Warszawie
Poszłam przypadkiem i z ciekawości związanej z poszerzaniem horyzontów. Jednak zupełnie nie była to moja estetyka (miało to nawiązywać m.in. do futurystycznego filmu porno z 1982 roku). Dla mnie było to trudne i niezrozumiałe, ale też zawsze mówię, że ruch i taniec to najtrudniejsze dla mnie języki do rozczytania.
Zakończenie
Nie mogłam zostawić tego tekstu zakończonego tak na liście. Dlatego powiem tylko, że jestem wdzięczna za to, że żyję w świecie i w mieście, w którym działa tyle teatrów, po ziemi chodzi tyle zdolnych ludzi, a ja mogę pozwolić sobie na doświadczanie kultury w sposób, który lubię najbardziej.
Zdjęcia pochodzą ze stron konkretnych teatrów:
- „Historia Miłosna”, fot. Anna Orzyłowska
- „Witkacja. Wodewil na krawędzi”, fot. Marek Zimakiewicz
- „Pokolenie Y. Marcin Januszkiewicz w piosenkach Jacka Cygana”, Przemysław Wojtaś
- „Tik, tik... Bum!” (Teatr Muzyczny ROMA), fot. Karol Mańk
- „Mock. Czarna burleska” (Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu), fot. Łukasz Giza
- „Ojciec”, fot. Bartek Warzecha
- „Mewa”, fot. Bartek Warzecha
- „Sen nocy letniej” (Teatr Muzyczny ROMA), fot. Karol Mańk

Przeczytaj także:
Ładowanie...
Masz do mnie romans?
Jeśli chcesz o coś zapytać, podpowiedzieć mi temat,
o którym mogę napisać lub chcesz ze mną porozmawiać,
to pisz śmiało o każdej porze dnia i nocy.