„Przecieramy szlaki” – rozmowa o tworzeniu spektaklu tańca w Teatrze Muzycznym Roma

  • 31.10.2026
  • CZAS CZYTANIA: 13 min
„Przecieramy szlaki” – rozmowa o tworzeniu spektaklu tańca w Teatrze Muzycznym Roma

„Portret Doriana Graya” to nie tylko adaptacja klasyki, ale także artystyczny eksperyment i wyraźny sygnał: teatr tańca ma swoje miejsce na dużej scenie. Dla Piotra Jeznacha to druga autorska realizacja na Novej Scenie Teatru Muzycznego Roma i kolejny krok w budowaniu języka, który łączy literaturę, muzykę i ruch w spójną, wymagającą formę. Od castingu, przez pracę z kompozytorem w innej strefie czasowej, po dopracowane w detalach kostiumy – ta produkcja pokazuje, ile warstw kryje się za jednym scenicznym obrazem. To opowieść nie tylko o Dorianie, ale też o konsekwentnym tworzeniu przestrzeni dla teatru tańca w instytucji kojarzonej obecnie głównie z musicalem.

Iza Sykut: Dlaczego właśnie Dorian Gray i dlaczego właśnie teraz chciałeś opowiedzieć tę historię? I co w niej, według Ciebie, najbardziej rezonuje we współczesnym świecie?

Piotr Jeznach: Lubię mieć punkt wyjścia w swojej twórczości. Lubię coś, co ze mną rezonuje. W tym przypadku jest to dzieło Oscara Wilde’a. „Portret Doriana Graya” po raz pierwszy zobaczyłem na ekranie kina w 2009 w reżyserii Olivera Parkera, dopiero potem sięgnąłem po książkę. Powieść jest urzekająca. Ale gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że 17 lat później będę tworzył balet opierając się właśnie na niej – pewnie bym wyśmiał sam pomysł. Bardzo się cieszę, że mogłem przepracować ten materiał przez siebie, czyli tutaj dokładnie przez mój rodzaj ruchu, przez moje interpretacje tego, o czym opowiada historia, przez umieszczenie tego w realiach moich i moich tancerzy. 

Nie będę ukrywać – potrzebowałem dzieła, które będę w stanie pokazać w konkretnych warunkach. Te warunki to Nova Scena Teatru Muzycznego Roma. Kto był, ten wie, jak wygląda ta przestrzeń. Ważne było więc znalezienie materiału z ograniczoną liczbą tancerzy. Podczas poszukiwań musiałem wziąć to pod uwagę, bo to wpływa na sposób prezentacji i tego, jak mogę wszystko ruchem pokazać.

Pierwszym pomysłem, choć to wcale nie oznacza, że lepszym, było „Pachnidło”. Licencjonodawca nie wydaje jednak obecnie zgody na cokolwiek związanego z tym tytułem. Drugim – właśnie „Portret Doriana Graya”. Wiem, że są już lub zaraz będą także inne realizacje tego tytułu, zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Cieszę się, że mogę zrobić go i pokazać tutaj – na warszawskiej scenie. 

IS: A co w tym tytule może zarezonować najbardziej?

PJ: Dla mnie bardzo interesująca jest zależność obrazu, tej wiecznej młodości. Dzisiejszy świat naprawdę głęboko wchodzi w to, co proponuje nam Instagram czy media w ogóle. Cały ten kult piękna, kult młodości. Wystarczy przyjrzeć się temu, co robią gwiazdy, by wciąż wyglądać na dwadzieścia parę lat, a nie na tyle, ile w rzeczywistości mają. Z jednej strony jest w tym pewien rodzaj piękna, z drugiej – straszna jest świadomość tego, jak daleko człowiek może się posunąć.
 


Bohater książki Oscara Wilde’a mocno przesunął granice. Kto tego nie wie, niech przeczyta. Albo jeszcze lepiej przyjdzie na nasz spektakl do Romy. 

IS: Właśnie, znajomość powieści przeszkodzi czy pomoże?

PJ: Moim zdaniem pomoże, na pewno nie przeszkodzi. Nie trzeba jednak jej znać, by móc doświadczyć emocji i zrozumieć nasz ruch. W programie będzie dostępne libretto, które napisałem w zgodzie z książką. Nie ma tam dramatycznych różnic. Są to wybrane sceny, wyjęte z kart powieści i zaprezentowane ruchem. 

IS: Dobra, łatwo już było. Przejdźmy zatem do trudnego pytania. Jesteś tancerzem, choreografem. Dla Ciebie ruch to chleb powszedni. Dla przeciętnego odbiorcy jednak spektakle taneczne mają dość wysoki próg wejścia. Często nawet nie wiadomo, na co patrzeć. Jak więc wytłumaczyłbyś osobie, dla której to będzie pierwszy lub jeden z pierwszych kontaktów ze spektaklem tanecznym, czego może się spodziewać i na co właściwie warto zwrócić uwagę?

PJ: Faktycznie, taniec jest pełen niuansów, jest bardzo subiektywny. Ilu widzów, tyle interpretacji każdego ruchu. To może podnosić próg wejścia i sprawiać wrażenie, że być może balet nie jest dla każdego. Jest jednak też coś, co każdy widz powinien dobrze znać i rozumieć – spektakl taneczny, jak każdy tytuł musicalowy czy dramatyczny, filtruje się przede wszystkim przez siebie.

Myślę też, że akurat ta sztuka, czyli „Portret Doriana Graya”, będzie bardziej dostępna. Nie stosuję w niej bardzo skomplikowanych i nieoczywistych zabiegów choreograficznych. Nie wymagam też od widza wielkiej znajomości zagadnienia czy techniki tańca samego w sobie. Próbuję razem z tancerzami pokazać taniec i tę historię w bardzo przystępny sposób.

IS: Na co szczególnie warto zwrócić uwagę?

PJ: Zawsze najlepiej zwracać uwagę na swoje emocje i odczucia, które pojawiają się podczas oglądania kolejnych choreografii.

Czytałem ostatnio najnowszą książkę Marianny Gierszewskiej [„Trigger. Jak odzyskać wpływ, kiedy steruje nami przeszłość” – przyp. red] i tam był taki cudowny fragment. Mówiła o sztuce jako o miejscu, w którym możemy bez żadnych barier spotkać się z tym, co widzimy, czego doświadczamy. Nikt tu nie ocenia, chyba że my sami siebie. Doświadczając sztuki, czyli właśnie tańca, opery, malarstwa, muzyki czy filmu, możemy poczuć cokolwiek chcemy. Nikt nam tego ostatecznie nie narzuca. W momencie oglądania jesteśmy sam na sam z tym, co się wokół nas dzieje. To może być oczywiście nuda czy niezrozumienie. Może też być to coś głębszego. Bardzo mi się podoba ten sposób patrzenia.

Jeżeli więc widzowi spodoba się cokolwiek w tym spektaklu, jakikolwiek element go poruszy, to super. Jeśli będzie chciał się uśmiechnąć – super. Jeżeli poczuje obrzydzenie – też świetnie!

IS: Brzmi niby prosto. A jednak w wielu rozmowach, które przeprowadziłam mniej lub bardziej oficjalnie, ciągle wybrzmiewa to jedno stwierdzenie: nie wiem, czy zrozumiem. 

PJ: To prawda. Tu właśnie warto sięgnąć po libretto, o którym wspomniałem. Dla widza zupełnie niezaznajomionego z teatrem tańca, tekst może być dużą pomocą. Libretto co prawda nie występuje zawsze, ale osobiście lubię je mieć. Dzięki temu można być na bieżąco z kolejnymi scenami, podążać krok w krok za historią. To powinno ułatwić interpretacje. 

IS: Powiedz też coś o obsadzie, bo proces jej kompletowania miał kilka przystanków.

PJ: Zgadza się, to było kilka ciekawych etapów.

IS: Jak to wyglądało i dlaczego to właśnie ich zobaczymy na scenie?

PJ: Gdy zapadła decyzja, że będziemy robić konkretnie „Portret Doriana Graya” i miałem świadomość, jakie w tej powieści mamy postaci, to doskonale wiedziałem, kogo chciałbym w nich obsadzić. Miałem przed oczami konkretne osoby.

Ważnym aspektem tej realizacji jest to, że mamy dwóch tancerzy w roli Doriana Graya. Jeden z nich to sam Dorian, drugi – jego portret. W rolę Doriana Graya, człowieka, wcieli się Szymon Pacholec. Tancerz wyłoniony do obsady z uczestników programu „You Can Dance: Po prostu tańcz”. Tak naprawdę od razu wiedziałam, która rola przypadnie mu w udziale. Jego technika i doświadczenie ze szkoły baletowej dają mu solidne podstawy do bycia solistą w naszej realizacji i do wcielenia się w główną rolę.

Z kolei Michał Adam Góral jest wymarzonym portretem. Ten demoniczny, starzejący się… obiekt. Dla mnie to jest duet idealny.

IS: Łatwo wyobrazić sobie Górala w tej roli po obejrzeniu „Snu nocy letniej”, w której wcielił się w Puka.

PJ: Tak, dokładnie. Jeżeli chodzi o Sybil Vane i Aleksandrę Borkowską to już rok temu, w marcu, podczas jednego z odcinków na żywo YCD zapytałem ją, czy nie chciałaby zatańczyć w teatrze. Wtedy powiedziała tak, bez znajomości zbyt wielu szczegółów. Byłem więc już spokojny. Moja wymarzona Sybil też będzie na scenie!

Jeżeli chodzi o Basila Hallwarda, czyli postać malarza, to jest to Dariusz Bujnowski-Konarski. A w rolę Lorda Henry’ego Wattona wcieli się Piotr Simba Abramowicz. Tutaj pierwsze rozmowy i zaproszenie do projektu też miały miejsce już rok temu.

Ostatnim etapem był z kolei casting na tancerzy zespołowych oraz swingi. Zgłosiło się blisko 200 osób, na przesłuchania zaprosiliśmy 36, by wyłonić 4 osoby, które finalnie dołączyły do obsady.

IS: Jak mówisz, że Twój „wymarzony” albo „wymarzona”, to co masz na myśli?

PJ: Mam na myśli ich jakości ruchowe, ich temperament, ich wygląd. Znam te osoby dość dobrze. Wiem, na co je stać. Jeśli chodzi na przykład o Piotrka Simbę Abramowicza, jest to rola dla niego stworzona. I mam podobne wrażenie przy każdym tancerzu czy tancerce z naszej obsady.

IS: Zero presji, zero oczekiwań <śmiech> Wróćmy jeszcze na chwilę do tych dwóch Dorianów. Co ten podział pozwala pokazać, czego nie dałoby się pokazać jedną osobą?

PJ: Podział, o którym mówimy, był mi potrzebny do zbudowania dramaturgii i wywołania tych emocji, które chciałbym przekazać widzowi. Z jednej strony chciałem zachować linearność historii, z drugiej – fascynuje mnie to, co naprawdę dzieje się w głowie Doriana. Te momenty, w którym portret Doriana, czyli de facto tancerz, będzie pojawiał się na scenie, będą wnosić pierwiastek surrealizmu. Pokazanie tego bez drugiej osoby nie byłoby możliwe. Dzięki temu w dość klarowny sposób mogłem wprowadzić kolejny plan, kolejny element całej układanki. 

Przeczytaj także: Taniec z własnym odbiciem. Recenzja spektaklu „Portret Doriana Graya”
 

IS: Jeśli już o układance mówimy, to jak wyglądał cały proces przygotowania spektaklu tanecznego „Portret Doriana Graya”?

PJ: Proces był bardzo skomplikowany. Jak przy każdej produkcji teatralnej mamy tu naprawdę wiele warstw, np. scenografię, kostiumy, muzykę, światła. Wymaga to zaangażowania naprawdę ogromnej liczby osób, za co jestem bardzo wdzięczny wszystkim z Teatru Muzycznego Roma, bo bez nich nic by się nie udało.

Warto tu zaznaczyć, że „Portret Doriana Graya” to pierwsza od lat produkcja taneczna Romy. Trochę na nowo przecieramy te szlaki, eksperymentujemy.

Bardzo się cieszę, że mogę być pierwszym choreografem, który coś takiego znowu prezentuje. A dzięki wszystkim realizatorom, rozmowom z nimi i tak naprawdę godzinom prac koncepcyjnych na początku, tworzymy wspólnie coś, co ma szansę zarezonować z innymi. Coś, co będzie najlepiej odpowiadało temu światu, który chcemy stworzyć i oddać w ręce widowni.

Jeżeli chodzi o kostiumy, to Monika Moskwa przeszła samą siebie. Monika jest byłą tancerką, więc wie, jak te kostiumy powinny pracować. To szalenie ważny element całości.

Są też przepiękne zdjęcia w programie. Jestem zachwycony efektem! Kostiumy są bardzo dopracowane, w nich każdy szczegół jest istotny.

IS: Ważny dla widza czy dla Was do tańca?

PJ: Jedno i drugie. Myślę, że widz ucieszy się z takich małych drobiazgów jak charakterystyczne wykończenia w kostiumach Lorda czy Sybili. Do tego jeszcze cała charakteryzacja – miejscami dość skomplikowana.

W temacie scenografii też chcę i muszę powiedzieć, że Karolina Bramowicz doskonale mnie zrozumiała. Powiedziałem jej, co widzę, a ona to zrobiła. Dostosowała, oczywiście, całość do warunków Novej Sceny.

IS: A co z muzyką?

PJ: To jest ciekawy aspekt pracy nad produkcją naszego „Portretu”. Evan Wise, kompozytor, mieszka w innej strefie czasowej, to jest ok. 9 godzin różnicy. Możesz sobie wyobrazić, jak trudno czasem było to zgrać z próbami czy spektaklami. Muzyka powstawała na podstawie libretta, które napisałem.

Dodatkowo do każdej sceny wypisałem emocje, które chciałbym, żeby były w nich zawarte. Bardzo ściśle pracuję z muzyką. Dla mnie to jeden z dwóch głównych punktów wyjścia, więc ta współpraca jest intensywna. Dopiero jak dostanę utwór muzyczny, zaczynam tworzyć to, co się pojawi na scenie. Badam frazowość, badam emocje, które czuje podczas słuchania. Nie robię tego wcześniej. Potem wchodzę na salę i się okazuje, że coś z tych pomysłów wyjdzie, a coś innego nie.

IS: Jak wyglądały przełomowe momenty podczas pracy, w których poczuliście, że puzzle wpadają na swoje miejsce?

PJ: Było kilka takich momentów, że coś klika i było kilka takich momentów, że zupełnie nie <śmiech>. Osobiście jako jeden z takich klików odbieram pracę Szymona i Michała. Oni naprawdę pasują do tych ról i świetnie współgrają ze sobą. Podobnie praca z Aleksandrą nad jej utworami solowymi. Zwłaszcza drugi, bardziej dramatyczny, będzie – moim zdaniem – mocnym akcentem całości.

Mówiłem wcześniej, że ten spektakl pod kątem ruchu będzie raczej przystępny. Jedna ze scen będzie jednak bardzo ruchowa. Można powiedzieć, że będzie tu bardzo dużo tańca w tańcu. Wydarzyła się taka próba, podczas której siedziałem, patrzyłem na nich i byłem pod wrażeniem tego, jakie rzeczy oni potrafią zrobić. Byłem pod wrażeniem ich kunsztu.

IS: Właśnie. Na przestrzeni lat widziałam jakiś niewielki ułamek Twoich choreografii. I z mojego punktu widzenia, czyli osoby absolutnie z tańcem niezwiązanej, nie tworzysz bardzo… prostych układów. 

PJ: Zazwyczaj są one technicznie wymagające, to prawda. Zwrócę jednak uwagę, że w obsadzie „Portretu Doriana Graya” mam tancerzy stylistycznie bardzo różnych. Nie są to tancerze klasyczni. I dla mnie, jako choreografia, jest to bardzo ciekawy element całej pracy. Bo muszę umieć pracować z każdym z nich nieco inaczej. Choreografii też nie da się zaszufladkować. Znajdziemy w niej i technikę tańca współczesnego, i tańca klasycznego. Mamy elementy street dance’u, wiele partnerowań czy taniec z rekwizytem. Będzie na pewno różnorodnie.

IS: Co dla Ciebie w spektaklach tanecznych jest najbardziej fascynujące, jako twórcy i jako wykonawcy?

PJ: Jestem estetą i lubię, gdy całość jest po prostu pięknym, spójnym obrazkiem. Lubię, gdy jest równo, gdy ma być równo. Lubię piękne struktury. To wszystko przyciąga mój wzrok. Doceniam też kunszt tancerzy.

IS: Jest pewien aspekt, który mnie, człowieka żyjącego na co dzień w tekstach różnego typu, bardzo interesuje. Mianowicie: jak przekłada się tekst na ruch?

PJ: Bardzo często odpowiedź o tym, jakiego ruchu potrzebujesz, masz już w tekście. Odpowiedź lub podpowiedź. Po to powstaje m.in. libretto. Na jego podstawie można przejść przez każdą scenę i zobaczyć, w jaki sposób ona się rusza, co powinno się w niej pojawić, czy występuje tam jakiś rekwizyt. Jeśli tak, to wiem, że mogę (choć nie muszę) go użyć.

Wiele wynika także z rozmów o tym tekście i związanych z nim emocji. Kluczowe znaczenie ma także muzyka. Analizujemy ją, szukamy akcentów, które mogą pomóc w pokazaniu czegoś.

IS: Z czym chciałbyś zostawić widza po wyjściu z teatru? Z jaką myślą, z jakim pytaniem, z jaką emocją?

PJ: Szczerze? Przede wszystkim bardzo bym chciał, żeby widz był pod wrażeniem umiejętności tancerzy, których zobaczy. Osobiście uwielbiam podziwiać tancerzy i chciałbym, żeby widz też to poczuł. 

Chciałbym też, żeby widz zastanowił nad tym, ile sam byłby w stanie zrobić. Wydaje mi się, że każdy z nas, nawet w malutkim stopniu, jest odrobinę hedonistą. Lubimy dobrze zjeść, dobrze wyglądać. Szukamy piękna oraz ideałów. Ważna, według mnie, jest więc odpowiedź na pytanie: „Jak daleko jestem w stanie posunąć się w dążeniu do piękna?”.

IS: Chciałam właśnie pytać, czy w tej historii widzowie mogą widzieć samych siebie i przejrzeć się w niej niczym w lustrze.

PJ: Mogę powiedzieć, że będzie przestrzeń na to, by widz poczuł się o to zapytany. A przynajmniej mam nadzieję, że widz tak to odbierze i dostrzeże naszą intencje.

IS: Czyli co, wszyscy jesteśmy Dorianami?

PJ: Moim zdaniem każdy ma w sobie ten pierwiastek. I przykład młodego Doriana, który zaprzedał duszę, zniszczył ją swoimi czynami, może to obrazować. Bo… czy my, jako ludzie, jako społeczeństwo, czujemy, że psujemy własne dusze kolejnymi czynami? Czy żałujemy tego, co zrobiliśmy? Czy może chcielibyśmy cofnąć czas?

IS: A może zamiatamy pod dywan, wynosimy na poddasze i zasłaniamy kotarą.

PJ: Dokładnie. Ważne, żeby to wybrzmiało: każdy z nas ma gdzieś taki swój portret. I decyzja, czy go chowamy przed światem, czy postanawiamy coś z nim zrobić, należy do nas.

IS: Jaki będzie ten spektakl pod kątem estetyki? Bliżej jest mu do chłodnej współczesności czy raczej dekadenckiego przepychu?

PJ: Bliżej nam do tego przepychu. Kostiumy są bogate, scenografia też. Wizualnie przedostaliśmy się do klimatu epoki. Natomiast jeśli chodzi o ruch, to tu jest bardziej nowocześnie. Szukaliśmy nieoczywistych rozwiązań, by pokazać, że ta historia jest ponadczasowa i wciąż bardzo aktualna. Myślę, że widz, który zna już moją twórczość, chociażby widział „Sen nocy letniej”, będzie wiedział, że to jest moje. 

IS: Co w postaci Doriana jest ci najbliższe? Co Cię do niego ciągnie, a co może niepokoi?

PJ: Niepokoi mnie to, jak daleko się posunął. Natomiast jednocześnie właśnie to mnie do niego przyciąga i wzbudza moje zainteresowanie. Książka nie mówi nam dokładnie, czego on się dopuścił. Możemy jedynie zgadywać, jak złe były to czyny. Fascynuje mnie ta wielka niewiadoma i to, jak jego dusza, czyli obraz, zmieniła się pod wpływem jego czynów. Ciekawym aspektem jest również to, że ostatecznie Dorian postanawia się zmienić, próbuje naprawić swoje życie.

IS: Dorian postanawia się zmienić, a czy Twoje postrzeganie poszczególnych postaci zmieniło się w trakcie pracy? Wyobrażałeś sobie kogoś inaczej?

PJ: Na pewno wiele rzeczy wyobrażałem sobie nieco inaczej. Ale to też jest normalne. Pierwsza wersja to powieść Wilde’a przefiltrowana przez moją wrażliwość. Ale każda kolejna to już efekt pracy z tancerzem, rozmów, prób.

IS: Dostajemy produkt przefiltrowany przez kilka różnych wrażliwości. 

PJ: Dokładnie. Na sali już wspólnie szukamy tego, co możemy i chcemy pokazać. Konfrontujemy materiał z żywym człowiekiem i dzięki temu bohaterowie ewoluują. Przyznam, że to wspaniała część mojej pracy.

IS: Czym jest dla Ciebie możliwość wystawienia „Portretu Doriana Graya” na Novej Scenie Teatru Muzycznego Roma?

PJ: Spełnieniem marzeń. I to drugim, bo pierwszy raz miało to miejsce przy „Śnie nocy letniej”. Z takimi warunkami i możliwościami czuję, że robimy coś dobrego. Wiem, że wiele jeszcze przede mną, ale tu i teraz czuję, że jestem częścią czegoś, na co czekałem całe życie. Mam szansę pokazać coś swojego. A nie robię klasycznego baletu. Tak to nazywam, bo jest to jednoaktowe widowisko sceniczne. Ale przede wszystkim jest to spektakl, który wymyśliłem, stworzyłem prawie od zera z ludźmi wokół mnie, którzy mnie w tym wspierają i z którymi razem idziemy do przodu i pokazujemy, że tak też można. Że to też może być ciekawe i wartościowe.
 

Przeczytaj także:

Ładowanie...

Masz do mnie romans?

Jeśli chcesz o coś zapytać, podpowiedzieć mi temat,
o którym mogę napisać lub chcesz ze mną porozmawiać,
to pisz śmiało o każdej porze dnia i nocy.

kontakt@jizasykut.pl